| JAZZTOPAD |
| 1.12.2009 |
Jazztopadowe granie: Gonzalo Rubalcaba |
|
Wszystko co dobre, szybko się kończy. I tak w niedzielę, 29 listopada, na scenie Filharmonii Wrocławskiej wysłuchaliśmy ostatniego koncertu w ramach VI edycji festiwalu Jazztopad 2009. Na ten dzień zaplanowano kompozycję Kennego Wheelera na 9-cio osobowy band oraz prawykonanie utworu (również autorstwa Wheelera) na kwartet smyczkowy w wykonaniu Lutosławski Kwartet. Niestety wirtuoz trąbki zachorował i nie mógł wystąpić. W ostatniej chwili dyrektorowi artystycznemu festiwalu – Piotrowi Turkiewiczowi – udało się zaprosić światowej klasy pianistę jazzowego Gonzalo Rubalcabę. I proszę wierzyć, nie było zastępstwo przypadkowe.
Kubański muzyk zaprezentował tłumnie zgromadzonej wrocławskiej publiczności kompozycję pt. „Solo Piano”. Był to tym bardziej wyjątkowy koncert, że artysta niezwykle rzadko występuje solo. Rubalcaba w swej interpretacji nie sięgnął, jak zapewne wszyscy się spodziewali, do swych afro-kubańskich korzeni – zagrał zmysłowo, intymnie, melancholijnie, wydobywając z czarnego Steinwaya cudownie harmonijne dźwięki. Genialny improwizator zbudował nastrój tak czysty i wyrazisty, że prawie można było go dotknąć. Rubalcaba, pytany o swoją muzyką, powiedział kiedyś – „Nieważne jest, co o niej powiem, ważne jest to, co ona może rozbudzić w Tobie”. We mnie rozbudziła piękne i ciepłe wspomnienia, poczucie harmonii z otaczającym światem i świadomość tego, że coś tak ulotnego jak chwila może być jednocześnie czymś bardzo cennym. Rozstając się z festiwalem Jazztopad 2009, pozostaje nam czekać jedenaście miesięcy na VII edycję, wierząc, że organizatorzy dostarczą nam co najmniej podobnych wrażeń. A jako że apetyt rośnie w miarę jedzenia, liczymy na jeszcze większe doznania, uniesienia i pozytywne emocje. Gonzalo Rubalcaba (ur. 1963) – hawański mistrz fortepianu mieszkający od kilkunastu lat na Florydzie. W swej karierze pojawiał się obok takich nazwisk jak Chick Corea czy Al Di Meola. Ośmiokrotnie nominowany do nagród Grammy (w tym czterokrotnie za najlepszy album jazzowy), uhonorowany Latin Grammy w 2002 za album „Supernova”. Obecnie pracuje m.in. nad operą „Revolution of Forms”, której akcja rozgrywa się na Kubie w latach 60. Premiera planowana jest na 2011 r. tekst : Stanisław Stańczak |
|
| ROZWIŃ TREŚĆ | |
| 26.11.2009 | 29.11 - GONZALO RUBALCABA |
|
Informujemy, że w najbliższą niedzielę (29.11.2009 godz. 18:00) w ramach Festiwalu JAZZTOPAD 2009 będziemy gościć znakomitego pianistę. Wystąpi sam GONZALO RUBALCABA.
![]() fot. Clay Patrick McBride Jednocześnie odwołujemy występ KENNY’EGO WHEELERA /powód - poważne problemy zdrowotne artysty/. Gonzalo Rubalcaba, pianista, kompozytor, aranżer. Jest jedną z najznamienitszych postaci, która przyczyniła się do rozsławienia muzyki Afro-Kubańskiej na świecie. Rubalcaba jest muzykiem niezwykle wszechstronnym. Z łatwością łączy tradycje afrokubańskie z amerykańskim jazzem, posiadając jednocześnie swój własny, bardzo nowoczesny i świeży język artystyczny. Zachwyt publiczności wzbudza jego wirtuozerska technika oraz głębokie, natchnione wręcz, improwizacje. Znakiem rozpoznawczym Gonzalo Rubalcaby jest jego niesamowity styl i sposób, w jaki wydobywa dźwięki z instrumentu - jak gdyby bez pośrednictwa klawiszy i strun. Jak napisał Ben Ratliff w New York Times: "Buduje napięcie spokojnie grając skomplikowane pasaże i stosując mroczne, gęste harmonie; a delikatność, z jaką traktuje klawisze fortepianu, sprawia, że wydaje się, jakby nuty z niego wyciągał raczej niż doń wciskał.". Jednocześnie, pozostaje niesamowicie skrupulatny i dokładny, narzucając sobie czasem wręcz nieludzki rygor pracy i praktyki. W roku 2002 Rubalcaba uhonorowany został nagrodą Latin Grammy w kategorii Album Roku ("Supernova"), oraz wraz Charliem Hadenem, nagrodę Grammy za album "Nocturne", zawierający ballady i piosenki kubańskie i meksykańskie. Poza tym Rubalcaba otrzymał w różnych latach osiem nominacji do nagrody Grammy, w tym cztery do Albumu Jazzowego Roku ("Rapsodia" w 1995 roku, "Antiguo" i "Inner Voyage" w 1999 i "Supernova" - 2002). Obecnie pracuje nad wieloma projektami, m.in. z muzykami kubańskimi; występuje z repertuarem solowym, prezentując zarówno klasyczną, jak i popularną muzykę kubańską. Zaczął też prace nad operą "Revolution of Forms", której akcja osadzona jest na Kubie lat 60-tych. Premiera planowana jest na 2011 r. |
|
| ROZWIŃ TREŚĆ | |
| 24.11.2009 |
Jazztopadowe granie: JazzPlaysEurope: Laboratory |
|
W minioną sobotę, 21 listopada, w ramach wrocławskiego festiwalu Jazztopad 2009, wysłuchaliśmy i obejrzeliśmy występ unikalnego projektu muzycznego – JazzPlaysEurope: Laboratory. Historia Laboratorium rozpoczęła się w 2008 roku, kiedy to Piotr Turkiewicz [dyrektor artystyczny Jazztopadu] spotkał, zupełnie przez przypadek, Nadine Deventer, która kilka tygodni później została osobą odpowiedzialną za program jazowy imprezy „Zagłębie Ruhry europejską stolicą kultury 2010”. W trakcie tej rozmowy narodziła się idea stworzenia ponadnarodowego projektu skupiającego młodych i zdolnych muzyków jazzowych. [szerzej na ten temat w wywiadzie z Piotrem Damasiewiczem – „naszym” człowiekiem w JazzPlaysEurope]. Efekty tego pomysłu mieliśmy okazje podziwiać na deskach wrocławskiej filharmonii.
Po wielkich nazwiskach Jazztopadu [Shorter, Frisell, Rypdal] przyszła kolej na debiut. Z nieukrywaną przyjemnością stwierdzam, że młodzi muzycy dzielnie dotrzymali kroku wielkim gwiazdom, a występu Laboratorium słuchało się z prawdziwą przyjemnością. Free jazzowe jam session – tak najkrócej można opisać sobotni występ. Żywe, energetyzujące i pozytywne wibracje, jakich nie powstydziłby się żaden klub jazzowy. Europejscy jazzmani zaprezentowali głównie własne kompozycje przygotowane specjalnie do tego projektu, biorąc zaś pod uwagę, że spotkali się po raz pierwszy niespełna 2 tygodnie temu, efekt współpracy był doprawdy imponujący. Jak powiedział perkusista Marcos Baggiani [reprezentujący Holandię Argentyńczyk z włoskim paszportem] – „Spotkaliśmy się jako Laboratorium, ale już po jednym dniu wspólnego grania byliśmy zespołem”. Oprócz samej muzyki, którą czarowało nas Laboratorium, uwagę przykuwały niesamowite emocje towarzyszące muzykom w trakcie koncertu. Widać było, że świetnie się bawią, doskonale dogadują między sobą i robią to, co kochają robić. Sympatię publiczności zdobył zwłaszcza, wspominany wcześniej, Marcos Baggiani, który wziął na siebie rolę konferansjera w przerwach pomiędzy utworami. Wielkie brawa dla muzyków oraz gratulacje dla inicjatorów projektu Piotra i Nadine – oby tak dalej! JazzPlaysEurope: Laboratory Marcos Baggiani – perkusja Andrew Claes – saksofon tenorowy, elektronika Piotr Damasiewicz – trąbka Sven Decker – saksofon tenorowy Christophe Hache – kontrabas Tobias Klein – saksofon altowy, klarnet basowy Andreas Wahl – gitara tekst : Stanisław Stańczak |
|
| ROZWIŃ TREŚĆ | |
| 18.11.2009 | "Inspiruje mnie życie i człowiek" – rozmowa z Piotrem Damasiewiczem |
|
Piotr Damasiewicz reprezentuje Polskę w międzynarodowym projekcie muzycznym JazzPlaysEurope: Laboratory, który już 21 listopada zaprezentuje się podczas trwającego Jazztopadu. Z muzykiem rozmawiał Stanisław Stańczak.
Stanisław Stańczak: Projekt JazzPlaysEurope: Laboratory – jak to się zaczęło? Piotr Damasiewicz: Piotrek Turkiewicz, dyrektor artystyczny festiwalu Jazztopad, spotkał się z organizatorami podobnych festiwali w kilku krajach europejskich. Zaczęli rozmawiać o stworzeniu wspólnie takiego projektu, który połączyłby młodych muzyków europejskich. Piotr Turkiewicz (był obecny na początku naszej rozmowy – przyp. SS): Chodziło nam o stworzenie platformy muzycznej, która prezentowałaby osobowości muzyczne z różnych krajów europejskich. Wyszliśmy z założenia, że nie ma miejsca i ludzi, które zajmują się młodymi jazzmanami w Europie. Jeśli nie masz wielkiego nazwiska i kontraktu, jesteś praktycznie niewidzialny. Postanowiliśmy to zmienić. Zaczęło się od prostej współpracy – wymiany muzyków, zespołów. W tym roku wpadliśmy na pomysł, żeby stworzyć eksperymentalne laboratorium. Korzystając z faktu, że zagłębie Ruhry będzie w 2010 Europejską Stolicą Kultury, udało się wzbudzić zainteresowanie organizatorów, a co ważniejsze – zebrać fundusze na taki projekt. Każdy z nas (organizatorów festiwali jazzowych w Europie – przyp. SS) wyznaczył jedną osobę z młodej sceny jazzowej. W założeniu miała to być osoba kreatywna – jednocześnie kompozytor, świetny instrumentalista i aranżer. I faktycznie znalazło się 7 takich osób, Piotrek jest reprezentantem Polski. Wszyscy oni jadą za tydzień do Dortmundu, spędzą tam 4 dni w od rana do wieczora. Mają komfortowe warunki do pracy – sale, zaplecze techniczne. Do tej pory nie widzieliście się jeszcze? Piotr Damasiewicz: Nie, nie widzieliśmy się, nawet nie rozmawialiśmy ze sobą – kontaktowaliśmy się jedynie mailowo. Wymieniliśmy się też swoimi profilami na Myspace, gdzie każdy z nas umieścił jakieś swoje projekty. Czyli jednego lidera zespołu nie ma. Nie, każdy przyjeżdża ze swoim utworem, więc jest jakby jego liderem. Zamierzacie wypracować jakiś jeden wspólny utwór, który będziecie potem prezentować? Nie, każdy będzie miał swój pomysł na utwór i tych utworów będzie tyle, ilu nas. Plus jeszcze więcej, ponieważ każdy przygotował po dwa utwory. Będą to autorskie utwory powstałe specjalnie do tego projektu, nigdy wcześniej nieprezentowane. Chciałbym teraz zapytać o inspiracje. Co Ciebie inspiruje, kiedy tworzysz muzykę? Tak naprawdę to wszystko: najbardziej inspirujące jest życie samo w sobie. Życie i człowiek – jego rozwój i jego droga. Studiowałem plastykę, potem muzykę klasyczną, teraz jazz – tak więc czerpię z różnych źródeł. Jeśli chodzi o muzykę klasyczną – od baroku poprzez muzykę awangardową, muzykę XX. wieku, postmodernistów, a jeśli o jazz to od bop’erów, poprzez awangardę lat 60-tych, po obecne fuzje – Word Music czy fuzje Etno; lubię zwłaszcza muzykę indyjską i arabską. Książka „Ja, Miles” zaczyna się słowami: „Posłuchaj. Najwspanialsze uczucie, jakie miałem w życiu – w ubraniu – to gdy po raz pierwszy słyszałem Diza i Birda w St. Louis w Missouri w 1944”. Czy Ty również masz takie wydarzenie, które wywarło na Ciebie mocny wpływ i kształtowało, to co robisz teraz? Na pewno było ich wiele, ale z takich najbardziej pierwotnych pamiętam wrażenie, jakie zrobił na mnie „Amadeusz” Milosa Formana i film o Stradivariusie, które obejrzałem w wieku 8 lat. To one popchnęły moją wrażliwość w kierunku muzyki klasycznej. To były mocne momenty – serio. Później, kiedy miałem już 15 lat, koleżanka zabrała mnie na warsztaty jazzowe do Warszawy. Tam zobaczyłem na żywo gości, którzy nauczyli mnie skali bluesowej i powiedzieli, że mogę grać, improwizować. To niesamowite wrażenie, kiedy człowiek odkrywa nagle, że coś może robić i tworzyć samemu. Plany na przyszłość? Ćwiczyć, grać, komponować. Skończyć dobrze szkołę. Na pewno jeszcze więcej się uczyć. Rozmawiał: Stanisław Stańczak Piotr Damasiewicz – wrocławianin, jazzman i kompozytor, utalentowany instrumentalista i aranżer, a przy okazji szalenie skromny i sympatyczny człowiek. Na co dzień student katowickiego Instytutu Jazzu na AM w klasie trąbki. Reprezentuje Polskę w międzynarodowym projekcie JazzPlaysEurope: Laboratory, który to będziemy mieli okazję zobaczyć i wysłuchać 21 listopada w Sali Filharmonii Wrocławskiej w ramach tegorocznej VI edycji festiwalu Jazztopad. Artysta wystąpi również w najbliższy piątek w towarzystwie słynnego norweskiego gitarzysty Terje Rypdala w eksperymentalnej fuzji muzycznej pt. Dwa Światy: Barok i Jazz. Na obydwa koncerty festiwalowe serdecznie zapraszamy – warto. TEKST POCHODZI Z WWW.PIK.WROCLAW.PL |
|
| ROZWIŃ TREŚĆ | |
| 18.11.2009 | Dwa światy Terje Rypdala |
|
Jazz w filharmonii obecny jest na świecie od kilkudziesięciu lat. Najczęściej jednak sprawa wygląda tak, że filharmonia pełni jedynie rolę sali, która na muzykę wpływ ma żaden. Zdarzają się jednak koncerty w filharmonii z premedytacją łączące jazz i muzykę poważną. Jednym z elementów tożsamości Jazztopadu jest właśnie takie połączenie. Na tegorocznym festiwalu przejawem tej idei było zaproszenie norweskiego gitarzysty Terje Rypdala. I od razu do aż dwóch projektów. Pierwszy nosił tytuł „Dwa światy: barok i jazz”. Drugi był światową premierą kompozycji pod przydługim tytułem „Waterfalls – And the Sky was colored with Waterfalls – and Angels – dancing gracefully with the Rising Moon while Rainbows Kissed the Night op. 97”, którą Rypdal napisał specjalnie na wrocławski festiwal.
Skandynawsko-polsko trio jazzowe w składzie Terje Rypdal-gitara, Jon Falt – perkusja, Maciej Garbowski – kontrabas spotkało się na scenie z triem polsko-niemieckim – Marta Dotkuś – klawesyn, Justyna Niżnik – skrzypce, Dominik Schneider – flet. Początkowo muzykom ciężko było znaleźć porozumienie, utwory barokowe i jazzowe następowały jeden pod drugim, nie mając wielu punktów stycznych, ale z czasem na scenie zaczęły się dziać coraz ciekawsze rzeczy. Oba składy znalazły wspólny język i pokazały, że dwa światy mogą scalić się w jeden. Nie pozbawiały się przy okazji własnej odrębności i stworzyły nową, oryginalną jakość. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie fenomenalna gra muzyków. Rypdal to klasa sama w sobie, na żywo okazał się fenomenalnym gitarzystą. Jego improwizacje z pogranicza rocka i jazzu zachwycały swoją chwytliwą i nieszablonową melodyką. Perkusista Jon Falt po wycieczkach w stronę awangardy na początku koncertu rozpędził się i grał rewelacyjnie. Czasem transowo, czasem polirytmicznie, za każdym razem wkładając w swoją robotę maksimum energii. To, co na kontrabasie wyrabiał Maciej Garbowski było genialne. Młody muzyk jest świetny technicznie, ale całe szczęście nie robi z tej biegłości swojego fetyszu. Garbowski potraktował kontrabas jak instrument solowy i wyciskał z niego melodie nie gorsze od Rypdala. Od poziomu wyznaczonego przez jazzmanów nie odstawali barokowcy. Zwłaszcza w ostatnim utworze (który brzmiał niemal jakby na scenie grała „Anawa” Marka Grechuty) słychać było, że improwizacja nie jest im obca. Nawet więcej: są z nią blisko zakolegowani. Półgodzinna przerwa poprzedziła światową premierę kompozycji Norwega. Scena zapełniła się członkami Orkiestry Symfonicznej Filharmonii Wrocławskiej, na podium stanął młody dyrygent Sebastian Perłowski, w końcu pojawił się główny bohater całego zmieszania – Terje Rypdal. Sama kompozycja zgodnie z tytułem mogła kojarzyć się z drogą, jaką pokonuje wodospad. Początkowe, spokojne fragmenty przeradzały się stopniowo w kaskadę głośnych dźwięków przypominających wodę walącą w skały. Niewiele w utworze było samego Rypdala. Poza jedną partia improwizowaną obecność gitary ograniczała się do kilku dźwięków będących tłem dla poczynań orkiestry. Całości brakowało jakiegoś punktu zaczepienia, motywu przewodniego, który spajałby „Waterfalls”. Sympatycznym eksperymentem okazał się bis. Orkiestra miała za zadanie grać swój ulubiony dźwięk, muzycy zeskakiwali ze sceny i przechadzali się po widowni a dyrygent nie miał za wiele do roboty. tekst: Adrian Podgórny |
|
| ROZWIŃ TREŚĆ | |
| 15.11.2009 |
Jazztopadowe granie: Terje Rypdal |
|
W miniony piątek, na półmetku festiwalu Jazztopad, publiczność zgromadzona w gmachu Filharmonii Wrocławskiej miała niepowtarzalną okazję wysłuchać dwóch koncertów z udziałem norweskiego wirtuoza gitary – Terje Rypdala.
Pierwszy z nich zatytułowano Dwa światy – barok i jazz. Unikalny mariaż odległych w czasie, lecz - jak się okazało - jakże bliskich w wymowie gatunków muzyki, stworzyły dwa tria: barokowcy – Marta Dotkuś [klawesyn, pozytyw], Justyna Niżnik [skrzypce], Dominik Schneider [flet] oraz jazzmani - Terje Rypdal [gitara], Jon Fält [perkusja] i Maciej Garbowski [kontrabas]. Chcąc opisać wrażenia z koncertu, staję przed nie lada zadaniem – to po prostu trzeba było usłyszeć! Zwykle w trakcie koncertu, z którego ma ukazać się recenzja, staram się notować słowa-klucze, odczucia i uczucia, obrazy i skojarzenia, które później są mi pomocne podczas pisania. Tym razem już po trzech minutach odłożyłem notes i pióro, aby nie uronić ani kropli z tego widowiska. Barok i jazz. Zderzenie dwóch światów? Nie, na pewno nie zderzenie. Synteza i synergia to odpowiednie słowa. Muzyka dwóch epok nie rywalizowała tu ze sobą, lecz przenikała się i dopełniała, zaś klamrą je spinającą, z oczywistych względów, stał się kontrabas [fenomenalny Maciek Garbowski]. Barokowcy improwizowali, podążając za jazzmanami, ci zaś nadawali jazzowi zupełnie nowego, „archaicznego” brzmienia. Sześciu autentycznych wirtuozów zabrało widzów w podróż muzycznym wehikułem czasu, zaś solówki samego Terje przyprawiały o ‘ciary na plecach’. Zasłużone, kilkuminutowe owacje na stojąco dla wszystkich muzyków! Maciej Garbowski, zapytany po koncercie o genezę takiej fuzji muzycznej oraz wrażenia ze współpracy, odpowiedział – „Inicjatywa projektu była po stronie organizatorów festiwalu. Chcieli stworzyć coś bez precedensu, czego nie proponują żadne inne festiwale. Wybór padł na muzykę baroku, która tylko z pozoru jest harmoniczna i pomimo swej archaiczności [w całym pozytywnym tego słowa znaczeniu] w budowie podobna do jazzu, a Jan Sebastian Bach nie bez powodu nazywany został „pierwszym improwizatorem”. Ideą naszą /muzyków/ było wypracowanie „tworu wspólnego”, opierającego się na syntezie i symbiozie, a widząc zaangażowanie i kunszt muzyczny zespołu, nie miałem wątpliwości, że pomysł ‘wypali’. Pamiętam, jak podczas pierwszych prób barokowcy mieli obawy, że się nie odnajdą w improwizacjach, ale kiedy otwarli się na ten pomysł, efekt przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania, co mam nadzieję mogli Państwo zobaczyć i usłyszeć. Jeśli chodzi o Terje, to bez dwóch zdań wielka osobowość. Pełen obraz tego, kim jest, można ujrzeć dopiero na koncercie, kiedy w pełni oddaje emocje, dość oszczędnie dawkowane na próbach. Nie z lenistwa oczywiście - wnika to z faktu, że Terje traktuje próby jako czas, kiedy mamy pokazać sobie tylko pewien kierunek, w którym będziemy podążać w trakcie koncertu. Dzięki temu występ staje się jedyny i niepowtarzalny, a my nie wychodzimy na scenę z myślą, że znowu musimy zagrać to, co tyle razy wałkowaliśmy na próbach. Dzisiejszy występ był w jakichś 40 procentach zupełnie inny od tego, co graliśmy na próbach i to było niesamowite przeżycie” . W drugiej części wieczoru byliśmy świadkami światowej premiery utworu na gitarę i orkiestrę symfoniczną, skomponowanego przez Terje Rypdala specjalnie na Jazztopad 2009. Pełny tytuł utworu brzmi “Waterfalls – And the Sky was colored with Waterfalls – and Angels – dancing gracefully with the Rising Moon while Rainbows Kissed the Night op. 97”. Opisując Państwu tę część wieczoru, skorzystam z pomocy i zacytuję ponownie Macieja Garbowskiego: „Do nowości trzeba się przyzwyczaić. Weźmy np. nowe kierunki w malarstwie: pierwsi impresjoniści, moderniści, kubiści odbijali się o mur niezrozumienia – dziś ich obrazy uważane są za dzieła sztuki. Być może Terje w swoim utworze wyprzedza epokę, a słuchając tej kompozycji należy pamiętać, że nie skomponował jej chłopiec w garażu, któremu wydaje się, że umie grać na gitarze. Ten utwór jest konsekwencją całego życia człowieka, który wyznaczał i wciąż wyznacza kierunki muzyki jazzowej. I ja tak właśnie na to parzę. Dla mnie to było WIELKIE.” Terje Rypdal (ur. 1947) – norweski kompozytor i gitarzysta jazzowy. Już w wieku 5 lat rozpoczął naukę gry na pianinie i trąbce, a od 12 roku życia gry na gitarze. Od ponad trzech dekad związany z wytwórnią ECM. Uznanie zyskał pod koniec lat 60tych u boku Jana Garbarka. Innowator, wirtuoz i mistrz dla wielu muzyków. tekst : Stanisław Stańczak www.pik.wroclaw.pl |
|
| ROZWIŃ TREŚĆ | |
| 10.11.2009 |
Jazztopadowe granie: Bill Frisell 858 Quartet |
|
W dniu wczorajszym na scenie naszej filharmonii wystąpił Bill Frisell 858 Quartet w niezwykłej, jak na jazz, konfiguracji instrumentalnej. Gitara – Bill Frisell, wiolonczela – Hank Roberts, skrzypce – Eyvind Kang, i wreszcie trąbka – Ron Miles.
Czwórka muzyków zaprezentowała publiczności program inspirowany twórczością współczesnego niemieckiego malarza i grafika – Gerharda Richtera. Dorobek nazywanego "kameleonem sztuki" i "mistrzem wieloznaczności" 77-letniego artysty cechuje ekspresja idealnie dająca przełożyć się na świat dźwięków. Koncert kwartetu Billa Frisella rozpoczyna dobywający się z głośników świergot ptaków witających nowy dzień. Powoli dołączają do nich dźwięki czterech instrumentów, imitując muzykę natury – szum wiatru, szemranie wody… Z tych tonów powoli wyłania się poranny, melancholijny, gitarowy blues, by za chwil parę znowu zanurzyć się w odgłosach otaczającej nas natury. Poszczególne instrumenty prowadzą swoisty ze sobą dialog, pytają i odpowiadają, argumentują i kontrargumentują, by za chwilę mówić jednym, czystym głosem. Kompozycja, którą mieliśmy okazję wysłuchać, doskonale odzwierciedla prace Richtera – minimalistyczne abstrakty, rozmyte grafiki, zabawę formą, kolorem, kontrastem, światłem i cieniem, prezentując nowe możliwości abstrakcyjnego przedstawiania świata. I właśnie wpływ „muzyki świata” widoczny był w prezentowanych wczoraj utworach. Słyszeliśmy brzmienia europejskiej muzyki ludowej (ocierające się o czardasza solówki japońskiego skrzypka Eyvinda Kanga), kubańską momentami trąbkę Rona Milesa, hawajskie rytmy wyczarowywane z gitary Frisella, czy w końcu Hanka Robertsa używającego wiolonczeli jak kontrabasu w improwizacjach, które nazwałbym nu-dixieland jazz. Drugi koncert tegorocznego wrocławskiego festiwalu Jazztopad był niewątpliwie ważnym wydarzeniem potwierdzającym, że jazz żyje, ewoluuje i przekracza kolejne bariery. Bill Frisell (ur. 18.03.1951 w Baltimore) – amerykański gitarzysta jazzowy i kompozytor. W swej wczesnej twórczości inspirował sie m.in. twórczością Jimiego Hendricksa, Jima Halla i Wesa Montgomerego. Dziś sam jest mistrzem inspiracją dla innych. Wprowadzając do jazzu progresywny folk, muzykę klasyczną, country i wiele innych, stał się jednym z oryginalniejszych twórców jazzowych naszych czasów. Dziś jego nazwisko znaleźć możemy na ponad 200 wydanych albumach. Stanisław Stańczak www.pik.wroclaw.pl |
|
| ROZWIŃ TREŚĆ | |
| 8.11.2009 | Jazztopadowe granie : odsłona 1 |
|
Wypełniona szczelnie widownia Filharmonii Wrocławskiej była wczoraj świadkiem wydarzenia przez duże W. W ramach VI edycji festiwalu Jazztopad na deskach tejże wystąpił światowej sławy Wayne Shorter Quartet.
Otwierający festiwal dyrektor Filharmonii Andrzej Kosendiak powiedział m.in. – „Listopad to wyjątkowy miesiąc, rozpoczynający się refleksyjnym i skłaniającym do zadumy Świętem Zmarłych, kończący zaś wieczorem Świętego Andrzeja, kiedy to wróżąc sobie z lanego wosku przyszłość, z nadzieją i radością patrzymy w Jutro”. Chwilę później, słuchając występu amerykańskiego kwartetu, słowa te wróciły do słuchaczy pod postacią muzyki. Bo taki właśnie był utwór, którego wysłuchaliśmy – muzyczną opowieścią rozpiętą pomiędzy refleksją przemijania a euforią życia. Jednolity, niepodzielony na pojedyncze utwory, set muzyczny był popisem wielkiego kunsztu artystów. Od onirycznej rapsodii po elektryzującą, pełną energii wariację; od niepokojącej kołysanki przywodzącej na myśl stare, nieme filmy grozy, po hymn radości i energii. O muzyce tworzonej przez Shortera mówi się „muzyka totalna” – i taka właśnie jest! To ten wyjątkowy rodzaj muzyki, której nie tyle należy słuchać, co kontemplować ją i odczuwać całym wnętrzem. To muzyka, która pobudza wyobraźnię, targa uczuciami, która sprawia, że doświadczamy czegoś nowego, szczególnego i niepowtarzalnego. Obserwując zaś muzyków, z których każdy jest wirtuozem swojego instrumentu, dostrzec można było nieskrywaną radość jaką sprawia im wspólne bycie na scenie i dawanie widzom czegoś cennego – części samych siebie. Muzyczna podróż, w którą zabrano widzów tego wyjątkowego wieczoru zapewne na długo pozostanie w ich pamięci, a co cenniejsze, dla każdego będzie czymś trochę innym, bo przecież o to chodzi w muzyce – delikatnie trącać struny ludzkiej duszy, która jest unikalnym instrumentem. Wayne Shorter (ur. 25.08.1933) – amerykański saksofonista i kompozytor. Mistrz. Żyjąca legenda jazzu. Karierę rozpoczynał w latach 50 ub. wieku i bardzo szybko znalazł się w panteonie sław. 9-ciokrotny laureat nagród Grammy, przez ostatnie 5 dekad pojawiał się w otoczeniu takich nazwisk jak John Coltrane, Miles Davies, Herbie Hancock, Wynton Marsalis czy Carlos Santana. Jego muzyka od lat stanowi kamienie milowe jazzu. Na deskach Wrocławskiej Filharmonii wystąpił z kwartetem, z którym współpracuje od 2000 roku, w skład którego wchodzą: pianista Danilo Perez, kontrabasista John Patitucci, perkusista Brian Blade i oczywiście sam Wayne Shorter. Stanisław Stańczak www.pik.wroclaw.pl |
|
| ROZWIŃ TREŚĆ | |
| 22.09.2009 |
Koncert Bobo Stenson Trio ODWOŁANY |
|
Drodzy Państwo,
Filharmonia Wrocławska jako organizator festiwalu Jazztopad z przykrością informuje, że planowany na 7 listopada koncert Bobo Stenson Trio został odwołany. Serdecznie przepraszamy wszystkich miłośników jazzu, którzy chcieli zobaczyć ten występ za trudności związane z odwołaniem i obiecujemy dołożyć wszelkich starań, by VI edycja festiwalu Jazztopad mimo braku Bobo Stenson Trio była świętem muzyki jazzowej. Jednocześnie informujemy, że pozostałe punkty festiwalowego programu pozostają bez zmian. Bilety na koncert Bobo Stenson Trio można zwracać w kasie Filharmonii Wrocławskiej przy ulicy Marszałka Józefa Piłsudskiego 19, od poniedziałku do piątku w godzinach 11.00-18.00 (przerwa 15.00-15.30). Wszelkich informacji na ten temat udzielamy pod numerami telefonów 0-71 342 24 59 oraz 0-71 792 10 00. Jeszcze raz przepraszamy za wszelkie niedogodności. |
|
| ROZWIŃ TREŚĆ | |
| 11.06.2009 |
Bilety na pierwsze trzy koncerty już w sprzedaży! Ilość biletów – bardzo limitowana! |
|
Festiwal otworzy kwartet Wayne Shortera. Lider jest żyjącą legendą jazzu, a muzykę jaką tworzy wraz ze swoim kwartetem już prawie od 10 lat można chyba najtrafniej nazwać totalną. Następnego dnia usłyszymy „Cantando” tria Bobo Stensona. Ten jedyny koncert w Polsce, będzie kolejnym popisem wirtuozerii i wyszukanej estetyki rodem z ECM.
Pierwszy weekend zakończy projekt, który znakomicie wpisuje się w profil festiwalu, który od lat prezentuje wydarzenie łączące muzykę jazzową ze składami klasycznymi. Gitarzysta Bill Frisell przyjedzie do Wrocławia z projektem Richter 858 - muzyką inspirowaną malarstwem niemieckiego malarza Gerharda Richtera. Więcej przeczytasz w zakładce O FESTIWALU |
|
| ROZWIŃ TREŚĆ | |